Klub Wspomnień

Historia marki

Wspomnienia Dyrektora Pewex’u

„As wywiadu PRL’u" - Marian Zacharski wrócił do kraju w 1985 roku, jako agent po dekonspiracji był w tej robocie już spalony. Dodatkowo Polska w roku 1985 nie była taka sama jak jeszcze pod koniec lat 70-tych. Zacharski wiedział że najlepiej sprawdzi się w kierowaniu dużym przedsiębiorstwem w warunkach gospodarki rynkowej, doszedł do tego wniosku po latach spędzonych w firmie Polamco, w której szeregach nie rezygnował z pracy wywiadowczej.

Interesowały go wówczas dwa duże przedsiębiorstwa - linie lotnicze LOT i Pewex. LOT odpadł od razu - był nieformalną siedzibą konkurenta cywilnych służb wywiadu, czyli wojskowych służb wywiadowczych. W lutym 1986 Zacharski rozpoczyna prace w Pewexie, zostaje Dyrektorem działu kadr. Nie był z tej funkcji zadowolony - ale jego przełożeni z wywiadu, kazali mu cierpliwie „czekać na awans". I tak też nastąpiło: Zacharski otrzymał wymarzoną posadę Dyrektora działu artykułów przemysłowych. Zaczyna wizytować placówki, rozmawia z personelem - pyta czego klient poszukuje. W jakich cenach kupowane są produkty? Co ma największe wzięcie.

Zacharski bardzo poważnie traktuje pracę w „Pewexie" i bardzo często jeździ na lotnisko - patrzy kto taszczy torby z elektroniką, rozmawia z ludźmi, pyta ile gotowi byli by zapłacić za towar - to pomaga mu sprecyzować potrzeby potencjalnego odbiorcy, oraz przygotować się do rozmów handlowych na delegacjach. Na pierwszy ogień idzie Panasonic, reprezentowany w Polsce przez Mitsubishi Corporation, a zaraz potem Sanyo, z którym PEWEX najszybciej się dogadał - zamówiono trzydzieści tysięcy sztuk magnetowidów. Model 1100 - rozchodziły się jak ciepłe bułki. Potrafiły w domach pracować 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu - była to era kopiowania wszystkiego, co na ekranach telewizji się pojawiało. W ślad za tym natychmiast wzrosło zapotrzebowanie na kasety wideo - takie firmy jak TDK i BASF miały pełne ręce roboty.

Znacznie ciężej szły rozmowy z właścicielem takich marek jak Panasonic oraz Technics - Polska dzięki Pewexowi przestawała być białą plamą na mapie przemysłu elektronicznego Japonii. Osiągnęliśmy wyższy pułap współpracy. Były to czasy, w których obroty firmy wzrosły do 400-500% rocznie. Dla jednej z głównych fabryk telewizorów Panasonic nasze zamówienia stanowiły sześciotygodniową produkcję w skali roku. Tylko jeden kraj - Polska. I tylko jedna firma - Pewex. Robiło to na wszystkich wtedy wrażenie.

Japończycy bardzo często przyjeżdżali do Polski, chcieli sprawdzać co tak naprawdę dzieje się z ich sprzętem. Czy na pewno jest sprzedawany w Pewexie? - Kiedy widzieli te tłumy wchodzące do sklepów Pewexu, byli oszołomieni. Namiętnie fotografowali scenki sklepowe, które później pokazywali w Japonii. Do Polski przyjeżdżali Prezydenci takich firm jak Sony i Sharp - byli zaciekawieni szybko rozwijającym się rynkiem.

Podczas jednej z takich wizyt, która odbyła się w Tokyo w słynnej restauracji znanej z serwowania tempury rozpoczęły się rozmowy z zarządem Sanyo - jednym z przedstawicieli tej firmy, okazał się Polak; mieszkający na stałe w Niemczech - jakie był zdziwienie wszystkich z 15 osobowej delegacji, gdy ów Pan ze swojej aktówki wyłożył cztery litrowe butelki wódki wyborowej - nie mogłem wyjść z podziwu, zwłaszcza że trudno było w tym czasie coś takiego do Japonii wwieść. Zabawa zaczęła się na dobre, siły wódki sprawiły iż lody zostały przełamane a My dostaliśmy, nowe, lepsze ceny na sprzęt - wspomina Zacharski.

- Fascynowała mnie moja praca - namacalne wyniki, szacunek, jakim darzyli Pewex dostawcy. W końcu były to największe światowe koncerny. Gdy ich szefowie przyjeżdżali do Polski, chcieli bardzo poznać realia Pewex’u i to jak może tak dobrze funkcjonować - wspomina Zacharski.

W roku 1988 Zacharski obejmuje stanowisko Dyrektora Handlowego Pewexu - podejmuje odważną decyzje związaną z transformacją ustrojową. Pewex do tej pory kreowany był jako sklep dewizowy. - Dobrze, zastanowiłem się jak to zmienić, przecież i tak potrzebujemy złotówek na płace, wynajem, koszty transportu. Zapada decyzja że dostosujemy się do potrzeb klientów i na początek zrobimy - jedną, dużą akcje - sprzedaż sprzętu RTV za złotówki - wspomina Zacharski. Był rok 1990, przy ulicy Ogrodowej w Warszawie, gdzie normalnie był sklep z tekstyliami, uruchomiono sprzedaż sprzętu radiowo-telewizyjnego.
Akcja zaplanowana była na kilka dni. Na odzew nie trzeba było długo czekać - do centrali PEWEX’u dzwoniły telefony, najczęściej policja z informacją że ruch w rejonie został sparaliżowany ze względu na tłumy klientów, które zbierają się w okolicy sklepu.

Sprzedaż była iście ekspresowa. Odbywała się ona na zasadzie taśmowej: jedni pracownicy wnosili sprzęt z zaplecza, drudzy od razu sprzedawali. Kasy były zawalone pieniędzmi.
Wszystko wtedy wskazywało że ten mechanizm to kura znosząca złote jajka - nic bardziej mylnego. Przemiana ustrojowa już na zawsze zmieniła Pewex, dała początek jego końca.

Zacharski - tajemnicza postać PEWEX’u

W życiu Mariana Zacharskiego tylko jedno jest dziś pewne, jego początek biografii: Zacharski urodził się w nasączonym „światowym życiem" Sopocie, pochodzi z inteligenckiej rodziny, studiował na Uniwersytecie Warszawskim. Rodzice wyjątkowo dbali o wykształcenie syna, chcieli by robił karierę - miał ten świat zwalić na kolana. Od najmłodszych lat uczyli go także grać w tenisa, bo to sport, który otwiera wiele możliwości, również biznesowych. W przypadku Mariana Zacharskiego być może nie był to najlepszy pomysł. Pada jednak pytanie, kto inny jak nie on dał nam tanie video? Kto dał nam pierwsze komputery ATARI? Kto sprawił, że przed 1989 rokiem dostęp do paszportów stał się łatwiejszy i bardziej powszechny? Kto dał nam towary z Peweksu za złotówki?

James Bond PRL’u?

Chyba nie ma człowieka o dziwniejszym życiorysie. Historia Mariana Zacharskiego jest utkana z paradoksów, wielu tajemnic i niedomówień - nie wiele mówi sam Zacharski, lata świetności jego aktywności zawodowej to wciąż zamglona opowieść. W zależności od tego kto ją opowiada: Zacharski może być super agentem, który ma swoją gablotkę w muzeum amerykańskiego kontrwywiadu i wynoszony jest na postument. Albo ignorantem, który pokpił wszystko i dał się złapać Amerykanom jak dziecko. W sprawie Zacharskiego legenda miesza się z prawdą na każdym kroku. Gorący patriota, czy agent wywiadów obcych mocarstw, który obalił dwóch polskich premierów? Rzutki przedsiębiorca, czy nieudany biznesmen ze skłonnością do drobnych przekrętów? Bogaty, rozrzutny człowiek, ciągle uwikłany w szpiegowską grę za wysoką stawkę, albo zwyczajny „pionek", który do kraju przyjeżdża skrycie, na fałszywym paszporcie? Zacharski pewnie dobrze bawi się tą sytuacją. Tajemniczość, niedopowiedzenia i legenda, czyli wszystko jak w książkach szpiegowskich, które sam jak przyznaje - uwielbia.

Na spotkaniach w willi MSW w podwarszawskiej Magdalence na specjalnych seminariach opowiadał kolegom ze służb o swej misji w Ameryce. Ale ten festyn się skończył i służby nie wiedziały, co z Zacharskim zrobić. Zacharski marzył o kolejnych akcjach, ale nie mógł działać - przecież cały świat wiedział, że jest agentem. Za biurko się nie nadawał. Wywiad znalazł idealny sposób na jego osobę. Posłał Zacharskiego do Pewexu. W sieci dolarowych sklepów zrobił błyskawiczną karierę, nawiązał nowe kontakty. W 1990 roku jest już szefem całej firmy, lecz jest to już czas początku „końca" ogromnego szyldu z literką „P". Jego nie do końca jasne interesy w Pewexsie i późniejsze, równie zawikłane związki z ludźmi handlującymi nielegalnie samochodami, ciągnęły się za Zacharskim przez lata.

Tymczasem dawny super szpieg, będąc szefem Pewexu, nawiązuje nowe kontakty, w wolnych chwilach gra w tenisa w dyplomatami, również radzieckimi, w mundialowym studiu TVP gościnnie komentuje mecze piłkarskie. Na ręku nosi Omegę Constelation, najlepszy szwajcarski zegarek, który kosztował ów czas tyle co Polonez Caro. Mieszka w efektownej willi w Wilanowie i jest prawdziwym salonowym lwem, pokazującym się na przyjęciach. Ma mnóstwo znajomych. "Spotkać się z Z. to było coś. Był przecież legendą, człowiekiem, który zadał potężny cios mocarstwu" - mówi generał Jasik. - „Innym rodzajem wykorzystywania mojego posadowienia w Peweksie było to, iż byłem publicznie znanym oficerem polskiego Wywiadu. Teoretycznie to minus. Ale tylko pozorny, bowiem stałem się idealnym adresem, chodzącą skrzynką kontaktową. Obcokrajowcy, którzy rozważali możliwość stania się tzw. oferentem mieli pewność, że zwracają się do właściwej osoby” wspomina Zacharski.

Jak pamiętamy, to PZPR na podstawie udzielanych jej zezwoleń dewizowych, transferowała do szwajcarskich banków ogromne sumy w walutach obcych, przekazywane właśnie z Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego „PEWEX” - organu handlowego założonego w 1972 roku na bazie sklepów Banku PEKAO S.A. Marian Zacharski, to późniejszy generał bezpieki, który jak dziś wiemy. tę posadę dostał na otarcie łez po odsiadywaniu w amerykańskim więzieniu dożywotniego wyroku, przerwanego po wymienieniu go na amerykańskiego szpiega. W końcówce lat 80-tych PZPR dostała blisko 800 zezwoleń dewizowych, co oznacza, że musiała realizować więcej niż jedno takowe dziennie. Wcale nie rekordowy transfer z jednego dnia (22 mln franków szwajcarskich i 750 tys. dolarów) pokazuje, jakiej skali były to transfery - i tak przez co najmniej 18 lat.

Jest też inna doktryna, która wychwala i pokazuje że Zacharski był bardzo pozytywną postacią swoich czasów - w wyniku jego działalności służby wywiadowcze PRL uzyskały m.in. dokumentację techniczną systemów radarowych myśliwców F-14, F-15, F-16, F-18, bombowca strategicznego B-1, systemu sonarowego dla okrętów podwodnych, ulepszonej rakiety ziemia-powietrze Hawk oraz plany pocisków rakietowych Phoenix i Patriot. Nas interesuje jego rola, w ówczesnej działalności „PEWEX’u". Nie był to czas łatwy.

Sklepy walutowe utraciły rację bytu w momencie cofnięcia im specjalnego zezwolenia Ministra Finansów, wprowadzenia ceł i podatków na oferowane produkty oraz wprowadzenia wymienialności złotówki. Pewex nie był w stanie dostosować się do działania w warunkach otwartej konkurencji i zaczął powoli podupadać, rosło zadłużenie firmy. Pojawiły się informacje prasowe o zarzutach prokuratorskich w sprawie rażącej niegospodarności Zacharskiego jako dyrektora „Pewex'u" oraz nielegalnym handlu samochodami. Dodatkowo pojawiły się nieoficjalne pogłoski, o innych niejasnych transakcjach wykonywanych przez Pewex. Ostatecznie upadł, prokuratura Warszawska nie znalazła powiązania upadku Pewex’u i jej zależności z osobą Dyrektora Mariana Zacharskiego. W 2010 ukazała się, nakładem wydawnictwa Zysk, druga część jego biograficznej książki pt. „Rosyjska ruletka", w której Zacharski opowiada o swojej działalności po powrocie do Polski.

Super szpiegowski komputer w PEWEX-ie ?

Najlepszymi przykładami spektakularnych akcji szpiegowskich były m.in. zdobycie przez ZSRR w latach 40. XX wieku amerykańskiej technologii produkcji bomby atomowej i potem wodorowej w latach 60 XX w. Do tego dochodzą udane próby zdobycia niektórych francusko-brytyjskich technologii naddźwiękowego samolotu Concorde, zastosowanych m.in. w samolocie Tupolew Tu-144 - zwanym przez Rosjan pieszczotliwie „Konkordski”, a także na znacznie mniejszą skalę i ze znacznie mniej poważnymi skutkami, również w latach 60 XX w. przez Polskę amerykańskiej technologii... detergentowego proszku do prania, produkowanego potem w Polsce pod nazwą handlową „Ixi". Szpiegostwo ma historię tak długą, jak historia państwowości. Już Mojżesz, zanim dotarł do ziemi obiecanej, wcześniej posłużył się wywiadowcami. Z treści informacji spisanych na glinianych tabliczkach 4000 lat temu w Mezopotamii wynika, że szpiegostwo uprawiały znane osobistości dworskie, jak też chłopi. Około półtora tysiąca lat temu mnisi bizantyjscy w kijach bambusowych wywieźli z Indii larwy jedwabnika, przerywając tym samym monopol na cenny w tych czasach jedwab. W imperium rzymskim systematyczny podbój ziem wymagał wcześniejszego rozpoznania. Taką rolę spełniali kupcy i handlowcy, albowiem byli oni przeważnie pierwszymi, którzy nawiązywali kontakty i za ich pomocą zdobywali niezbędną wiedzę. Czesław Kiszczak o Zacharskim: „Był największym polskim szpiegiem... spośród wykrytych”. Już w czasach PEWEX-u informacja czy wiadomość stała się dobrem nader istotnym, zaś możliwość jej uzyskania i dysponowania nią przynosiła również wymierne korzyści, zapewniając efektywne sprawowanie np. władzy politycznej. Jednocześnie rozwijające się technologie automatycznego gromadzenia, opracowywania i przesyłania informacji niosły ze sobą nieznane dotychczas zagrożenia dla interesów ekonomicznych państwa. Prawo do informacji przybierało i przybiera ciągle różne postaci prawa między innymi do szeroko pojmowanej tajemnicy. Gdy w połowie lat 80-tych, Dyrektorem Generalnym PEWEX-u został czołowy szpieg PRL, było wiadome, że cała firma będzie bacznie obserwowana; obserwowana pod kątem operacji, delegacji czy gromadzonych dokumentów. Zwłaszcza że jej działalność rozlegała się szerzej niż do granic kraju. Sam Zacharski, obejmując główny fotel w PEWEX-ie, nie ukrywał, że jeszcze nie skończył z działalnością w kontrwywiadzie. O swoich najważniejszych akcjach mówił tak: Najlepsze materiały zdobywałem właśnie wówczas, kiedy znajdowałem się pod stałą obserwacją kontrwywiadu FBI. To były materiały o kapitalnej wartości. Dziesiątki tysięcy stron tajnych dokumentów z największymi sekretami amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego. Dodam, że nigdy nie złapano mnie na niczym kompromitującym. Niczego także, pomimo potężnej rewizji, nie znaleziono w moim domu. Gdy pełnił już funkcje przywódcy Przedsiębiorstwo Eksportu Wewnętrznego „Pewex” do drzwi pukała niejedna kontrola MSW, WSI czy NIK-u. O jednej z takiej kontroli, Zacharski wspomina w swojej książce „Rosyjska Ruletka”: Zupełnie niezorientowana w sprawach, jakie przyszło jej badać urzędniczka NIK, wypytywała nas o systemy nadawania telewizji, dlaczego zamawiamy telewizory z systemami PAL/SECAM. Idąc za „czujnie” namierzonym przez siebie tropem, pytała także o pralki w systemie PAL/SECAM. W roku 1989 rozpoczął się proces, w którym to firma PEWEX wprowadzała do swoich wyliczeń najnowocześniejszy system komputerowy. Firma dochodziła do miliarda dolarów obrotu, a księgowość wciąż funkcjonowała na zasadzie ołówka i gumki. Po dość długich i rozległych negocjacjach zadecydowano, że PEWEX oprze system na wielkim i niezwykle szybkim komputerze firmy SUN. Nie obeszło się bez donosów na firmę, że faworyzuje zagraniczne przedstawicielstwa, ale wszystko miało być na jak najlepszym poziomie.
Wybrany przez PEWEX komputer był w owym czasie na liście urządzeń objętych embargiem. Znajdował się on na liście COCOM - był to komitet koordynacyjny do spraw wielostronnej kontroli eksportu narodowego, miał on siedzibę w Paryżu, a zajmował się na skalę międzynarodową kontrwywiadem gospodarczym. Podstawą ich działania było stosowanie embarga na towary przemysłowe i technologie charakteryzujące się wysokim stopniem myśli technicznej, o znaczeniu strategicznym. Dostawca PEWEX-u poradził sobie i z tym, uzyskując licencje departamentu handlu w Waszyngtonie, na sprzedaż komputera do PEWEX-u. Komputer dotarł do siedziby w Warszawie, został zainstalowany w specjalnym pomieszczeniu. Przyjechali też amerykańscy specjaliści od programów, aby wdrożyć nowy system księgowania. Nie obyło się bez problemów. Okazało się, że PEWEX skazany jest na dwa systemy księgowania - ten przedpotopowy, którego żaden z Amerykanów nie zrozumiał i ten nowy, oparty na światowych standardach. System jednak z powodzeniem wdrożono, a komputer okazał się bardzo przydatnym sprzętem. Na przełomie lutego i marca 1991 roku, w siedzibie PEWEX-u pojawia się niezapowiedziana delegacja. Sekretarka informuje Zacharskiego, że w korytarzu czekają jacyś Amerykanie oraz przedstawiciel z Głównego Urzędu Ceł. Jej przewodnikiem jest główny specjalista Cocom-u w Głównym Urzędzie Ceł. Jedna z amerykanek wyciąga „New York Times” z 22 stycznia i mówi do Dyrektora PEWEX-u: Poznaliśmy historie Pana życia, zrodziło się w nas pytanie "co się dzieje z komputerem, który Panu sprzedaliśmy? Czy on jest jeszcze w Polsce? Czy pan wie, panie Zacharski, że ten komputer ma takie walory, iż mógłby z powodzeniem zawiadywać całym obszarem powietrznym Europy Wschodniej lub pracować w ramach programów nuklearnych?" Zacharski odpowiedział, że komputer jest nie tylko w Polsce, ale nawet piętro niżej i mogą państwo sobie go zejść obejrzeć. Doceniam państwa ocenę walorów tego komputera, bo widzę, że dokonaliśmy dobrego wyboru. Na tym etapie rozwoju naszej firmy nie jesteśmy w biznesie atomowym ani też nie specjalizujemy się w kontrolowaniu przestrzeni powietrznej. Może kiedyś, ale nie teraz, mówi z uśmiechem Zacharski. Pada kolejne pytanie: A czy aby na pewno nikt nie wykonuje jakiś specjalnych obliczeń na tym komputerze? Obliczeń, które służą celom obronnym lub z zakresu badań atomowych? Zacharski podtrzymuje swoje stanowisko, dodatkowo zgadza się na umówione kontrole z ambasady USA. Delegacja jest również oprowadzona po firmie, ze szczególnym uwzględnieniem pokazania im komputera podczas pracy. Po pewnym czasie PEWEX staje się ofiarą. W mediach rozpętuje się nagonka wokół jego szefa - Zacharski zostaje oskarżony o sprowadzenie komputera bez wymaganej licencji amerykańskiej i bez atestu elektrycznego CBJW. Efektem całej nagonki była wizyta ekspertów z WAT-u, którzy mieli w randze ekspertów ocenić wartość i przydatność komputera. Nie trzeba dodawać, że eksperci ci w życiu na oczy takiego sprzętu, który mieli według owej kontroli oceniać, nie widzieli. Komputer ten do końca działalności PEWEX-u był w jego zasobach i funkcjonował jak narzędzie księgowe - po latach eksploatacji został zastąpiony nowszymi zdobyczami techniki.

Waluciarz – dolarowy książę PRL

Późny PRL był bardzo dziwnym tworem. Z jednej strony oficjalnie nie można było posiadać walut. Z drugiej strony bez specjalnych konsekwencji można je było wydawać w sklepach i centralach, zajmujących się handlem wewnętrznym. Dla tych, którzy nie wyjeżdżali na lukratywne kontrakty, lub nie mieli rodziny za granicą, jedyną szansą na pozyskanie obcych pieniędzy, był kontakt z waluciarzem. Waluciarz to postać dziś wręcz historyczna. Jego wizerunek, ukształtowany w kulturze masowej , to drobny. Lub większy cwaniak, pozostający „na kontakcie” służb i robiący oprócz handlu walutą wiele innych interesów. Często wykraczających poza szarą strefę i idących w stronę tematów kryminalnych i nie gardzących oszustwem. Nic dziwnego, że zawód walucuciarza, popularnie zwanego cinkciarzem okazał się jednym z intratniejszych. "Czincz many, gud prajs" - takimi słowami w PRL-u próbowali oni zachęcić do wymiany obcych walut na złotówki czy bony towarowe. Oczywiście po cenach czarnorynkowych. Czarnorynkowy kurs dolara kształtował się z PRL-u bardzo rożnie. Istotnym elementem była inflacja, aktualne wydarzenia polityczne, oraz stan normalnego handlu. W latach sześćdziesiątych bony (i dolary na czarnym rynku) kupić można było za 70-80 zł. W latach 70. czarnorynkowa cena dolara nieznacznie się wahała. Na początku tej dekady dolar kosztował ok. 100 zł, aby w okolicach roku 76-77 skoczyć do 150 zł.
Złote czasy waluciarzy rozpoczęły się pod koniec lat 60 – tych XX wieku. Wcześniej, zwłaszcza w początkowych latach 50, czarnorynkowy obrot dewizami groził najcięższymi paragrafami przestępstw gospodarczych, dywersją i podejrzeniem o współprace z imperialistami. Po 1956 roku nadal był stanowczo zakazany. Ale - od 1 stycznia 1960 roku waluty, które ludzie przetrzymali sprzed wojny, albo które przywieźli wracając z Zachodu, skupował państwowy bank, wydając specjalne bony zamiast dolarów. Bony PeKaO, czyli tzw. polskie dolary, służyły tak naprawdę jako mechanizm drenażu zasobów dewizowych obywateli PRL. To, że w Peweksach nikogo nie interesowało pochodzenie dolarów, było częścią gry państwa. Takie sklepy miały za zadanie gromadzić „twardą walutę”. Bonami tymi można było płacić wyłącznie w sklepach banku Pekao (później przekształconych w sklepy Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego PEWEX). Drugą siecią sklepów była Baltona, przeznaczona dla marynarzy i rybaków, emitująca nieco inną wersję bonów dolarowych. W obu tych sieciach można było za walutę bądź za bony kupić najbardziej poszukiwane towary, zarówno imporowane, jak i krajowe. Po 1978 r. cena zjechała do 120 zł. Za paczkę gum Donald (10 sztuk) w Peweksie musieliśmy zapłacić 30 centów, a para dżinsów kosztowała ok. 8 - 10 dolarów. W tym samym czasie pensja stanowiła równowartość 15 - 20 dolarów, aby tuż po stanie wojennym podnieść się do 35 dolarów. Oprócz towarów zagranicznych w Peweksie można było zdobyć towary polskie, lecz deficytowe. Należały do nich np. Fiaty 126p. W "normalnej" dystrybucji auta te były bardzo trudno dostępne - kupowało się je najczęściej na tzw. talony, dodatkowo po długim oczekiwaniu. W Peweksie można je było kupić niemal od ręki, za to za dewizy lub bony i - licząc po kursie czarnorynkowym - wielokrotnie drożej. Po wrześniu 1980 roku nastąpił wzrost czarnorynkowej ceny dolara. W grudniu kosztował już 180 zł. W kolejnym roku wzrósł już do 300 zł. Po wprowadzeniu "reform" Jaruzelskiego dolar kosztował dłuższy czas (lata 82-88) ok. 600 zł. Zresztą przez długie lata 1 USD wart był mniej więcej tyle, co symboliczne pół litra wódki. W roku 1989 przy następnych reformach i hiperinflacji dolar poszedł skokowo do góry. Na początku 1989 roku kosztował jeszcze kilkaset zł, w lecie doszedł do 3000 zł, a na jesieni (październik) dobił do rekordowej wysokości 14000 zł. Jeśli dodamy, że średnia pensja wynosiła wtedy ok. 100 tys. zł, czyli ok. 7 dolarów, będziemy mieć dobrze zobrazowaną sytuację gospodarczą schyłku PRL-u. Po kilku dniach kursu w okolicach 14 tys. zł za 1 USD kurs obniżył się do 7 tys. zł i dopiero w grudniu 1989 r. podniósł się do 9500 zł. W Peweksach w dalszym ciągu można było kupować rarytasy z Zachodu. Oto przykładowe ceny produktów w tych sklepach w połowie lat 80.:

PEWEX’owy cennik:

  • Chałwa waniliowa 400g - 1,30 USD
  • Krem Nutella 400g - 1,95 USD
  • Drażetki Tic-Tac - 0,25 USD
  • Kawa Tchibo gold mocca 259 g - 1,65 USD
  • Guma Donald (10 w opakowaniu) - 0,25 USD
  • Salami 350 g - 1,90 USD
  • Rodzynki i figi 500 g - 1 USD
  • Czekolada Milka 85 g - 0,65 USD
  • Baton Mars - 0,30 USD
  • Wódka wyborowa 0,5 l - 0,95 USD
  • Papierosy Lucky Strike - 0,35 USD
  • Piwo Heineken puszka 0,33 l - 0,40 USD
  • Coca Cola puszka 0,33 l - 0,35 USD

Gdzie można było spotkać cinkciarza? Pod Pewexami, hotelami, bankami czy na giełdach samochodowych. Bossowie zielonego biznesu przesiadywali w kawiarniach lub hotelowych lokalach gastronomicznych. Choć władze nie lubiły przyznawać się do istnienia tej grupy i w oficjalnych statystykach nie uwzględniano ich jednak od czasu do czasu potrzebny był „chłopiec do bicia”, ktoś kogo można wskazać jako przyczynę patologicznych zjawisk czającego się w zaułkach socjalistycznych ulic. Wtedy przypominano sobie o ich istnieniu. Co ciekawe, wśród cinkciarzy nie brakowało byłych funkcjonariuszy MO lub SB. To kontakty ze służbami pozwoliły królom czarnego rynku już od końca lat siedemdziesiątych robić rozległe interesy na Węgrzech, w Turcji i Berlinie Zachodnim, oraz pośredniczyć w handlu na szeroką skalę z przygranicznymi republikami ZSRR. Setki tysięcy dolarów i kilogramy złota i kontakty biznesowe, posiadane przez podziemie gospodarcze pozwoliło też na wybudowanie po stanie wojennym, przy cichym patronacie służb, początków polskich firm prywatnych. Choć nadal oficjalnie handel walutą był zabroniony. Władza nie zamierzała rezygnować z dewizowego monopolu, nadal kontrolując rynek. Cinkciarze zaś ciągle żyli z profesji gwarantującej wysokie zarobki, a jednocześnie niewymagającej zbytnich kwalifikacji i wykształcenia, może poza coraz krótszym ryzykiem utraty wolności. Przełom i zmierzch tej ery nastąpił w roku 1989. W nowej ustawie dewizowej z 15 lutego dla obywateli z zacięciem do interesów najważniejszy był artykuł 10, mówiący, że „osoby krajowe mogą prowadzić za zezwoleniem dewizowym i na warunkach określonych przez Prezesa NBP, w drodze zarządzenia, działalność gospodarczą polegającą na kupnie i sprzedaży wartości dewizowych oraz na pośrednictwie w kupnie i sprzedaży tych wartości”.

Pierwszy w powojennej Polsce prywatny kantor wymiany walut otworzył swoje tuż przy przejściu granicznym w Świecku 16 marca 1989 r. o godzinie 0.01. Inauguracyjny klient pojawił się kwadrans później – był nim oficer enerdowskiej straży granicznej, który wymieniając stumarkowy banknot sprawdzał działanie polskiego, kapitalistycznego wynalazku. Działał doskonale, tym bardziej że od 1 stycznia 1989 r. Polacy mogli trzymać paszporty w domach i wyjeżdżać praktycznie bez żadnych ograniczeń. A waluciarze? Ci najważniejsi, od dawna przygotowani przez władze, że coś się może zmienić, stali się właścicielami pierwszych komercyjnych banków i sieci kantorów wymiany walut. Otwierając duże sklepy i hurtownie, byli w awangardzie tych, którzy doprowadzili do upadku Pewex i Baltony. Wśród nich było także wielu, którym nie smakował legalny zarobek. To właśnie oni, wraz z właścicielami nielegalnych kasyn, czy zwykłymi kryminalistami, przekształcili się w mafijnych bossów. Ale – to już zupełnie inna historia.

Za ladą w PEWEX’ie

Sytuację z końca lat 80. świetnie obrazuje popularny wówczas dowcip: ''Przychodzi baba do sklepu mięsnego, a tam nic nie ma. Pyta sprzedawczyni: Haki to myte? - No nie. - To poproszę dwa na rosół!'' Sytuacja w handlu nie była ciekawa, brakowało podstawowych produktów spożywczych i przemysłowych. Często nieufni sprzedawcy na półkach ustawiali puszki, ryż i makaron. Natomiast cenniejsze towary trafiały za ladę. W PRL-u funkcjonowało kilka rodzajów sklepów – ewenementem były te samoobsługowe. A wisienką na torcie placówki handlowe PEWEX’u. Zdarzało się, że nawet w monopolowym wisiała kartka ''Wódek brak''. Wtedy spragniony musiał iść do restauracji, ale tam alkohol podawano tylko z konsumpcją. Czasami był to wybór między ''setą z galaretą'' a ''piwem z krakersami''. Często trzeba było pić Baltic Vodkę, czyli najgorszą gorzałkę czterdziestolecia: śmierdzącą, czasem kwaśną, zawsze piekącą, pachnącą naftą. Klienci PEWEX’u takich problemów nie mieli. Oprócz krajowych trunków można było znaleźć tam piwo FAXE czy whisky „Ballantines”. Dodatkowo klient witany był z ufnością, otaczany opieką i przyjmowany z uśmiechem – a człowiek za ladą emanował pewnością siebie, znajomością produktu. Jakość obsługi musiała dorównywać jakości produktu.
Cofając się jeszcze dalej, obserwując obrazek w sklepie z lat sześćdziesiątych, widzimy swymi oczyma następującą scenę z życia wziętą: na półkach produkty głównie rodzimej produkcji, ewentualnie bystre oko kupującego może dostrzec kilka winogron czy brzoskwiń z demoludów, których ceny przyprawiały ubogie społeczeństwo o stan przedzawałowy. Najmłodsi wtedy takie rarytasy jak egzotyczne owoce czy słodycze dostawały zazwyczaj na święta, a i to też nie zawsze. Sklepy przez cały, długi okres – jak wieść niosła rosnącego w siłę PRL-u bardzo słabo zaopatrzone były w mięso, obojętnie czy było na kartki, czy nie. Nie było go wcale, a na pytanie o dostawę towaru – z ust kierownika takiej placówki padała zwykle dość precyzyjna i pełna powagi odpowiedź: „Jak będzie, to będzie, jak nie to nie”. Kolejka u rzeźnika to był stały element krajobrazu polskiego z tego okresu, stały element dnia, każdej szanującej się gospodyni. W latach sześćdziesiątych sklepy w ogóle były słabo zaopatrzone, chociaż nie osiągnięto jeszcze stanu z lat osiemdziesiątych, kiedy to półki dosłownie świeciły pustkami, a rola pani ekspedientki polegała na powtarzaniu przez kilka godzin dziennie dwóch słów: „Nie ma". Czasami można było dostać produkty z zachodu, jednakże należy tu podkreślić istotną sprawę: produkty zagraniczne absolutnie nie mogły pochodzić z państw kapitalistycznych, które przecież uważane były za ówczesne zagrożenie dla dobrego ustroju komunistycznego, w którym każdy człowiek jest szczęśliwy, radosny i promienieje. No, z tym szczęściem to tak nie przesadzajmy, bo oprócz różnego szczebla partyjniaków nikt zbytnio z panujących ówczesnych zwyczajów nie był zadowolony; przynajmniej nikt inteligentny i zdrowo myślący, pomimo chorego ustroju państwa. W „Peweksie” zakupy były prawdziwą przyjemnością i darem od losu. Każda ekspedientka wyglądała jak powinna i potrafiła gustownie klientowi doradzić, bo znakomicie znała się na towarze. Panie przechodziły obowiązkowe szkolenie kapitalistycznego „towaroznawstwa". Do ich pomocy miały wielostronicowy informator, służący rozpoznawaniu zachodnich produktów i ich specyfikacji. Doskonale wiedziały zatem, jak z klasą zaspokoić potrzeby klienta w zależności od jego gustu i zasobności twardo walutowego, „dolarowego” portfela. „Pewex” był wyjątkowym miejscem. Pachniało tu albo dobrymi kosmetykami, albo południowymi owocami. Ekspedientki były uśmiechnięte i uprzejme. Z półek kapało bogactwo i przepych kapitalizmu: od słodyczy przez alkohole, odzież, zabawki po sprzęt elektroniczny. Wszystko na wyciągniecie ręki. Warunek był tylko jeden: trzeba było mieć dolary (lub inna twardą walutę) albo tzw. "bony Pekao". Dzieci kolekcjonowały „historyjki” po „Donaldach” (45 centów za 10 sztuk) i puszki po napojach (legendarna coca-cola za 30 centów). Na pniu schodziły banany, pomarańcze, cytryny i wszelkie owoce południowe. W ogromnych ilościach szły spodnie dżinsowe (na „Levisy” młodzież pracowała cały miesiąc, a i to czasem nie wystarczało), bluzki, sukienki, a przede wszystkim dobre i niepowtarzalne materiały – spuściznę niedobrego, brzydkiego kapitalizmu. Do tego zabawki – popularne klocki Lego, kosmetyki – na czele z Old Spice, zegarki elektroniczne Casio, złoto, kasety magnetofonowe itd., i to wszystko bez kolejki !!!. Gdy odwiedzało się placówkę Pewexu, to tak jakby wyjechać za granicę, pełne półki, same wspaniałości i ten niezapomniany zapach słodyczy, alkoholi... do dziś wielu wspomina ten zapach, wspomina tę barwę kolorów – jakże innych od szarych, smutnych ulic. To była prawdziwa przyjemność kupić sobie „Snickersa” od przemiłej Pani ekspedientki, rozstając się z paroma centami i delektować się nim przez bite pół godziny.

Scena z filmu „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”:

  • KLIENT: 'Kurczaka podaje sprzątaczka brudną ŚCIERKĄ!'
  • EKSPEDIENTKA: 'Przede wszystkim pan mi po chamsku wyrwał tego kurczaka!'
  • KLIENT: 'Jako corpus delicti.'
  • SPRZĄTACZKA: 'Ścierkę, ścierkę mi wyrwał – moje narzędzie pracy!'
  • EKSPEDIENTKA: 'Panie kierowniku, ukraść chciał mi tego kurczaka.'
  • SPRZĄTACZKA: 'No pewnie, bo po co by wyrywał? To złodziej.'
  • EKSPEDIENTKA: 'I pijak. Bo każdy pijak to złodziej!'
  • KLIENT: 'No, niech pan sam osądzi: czy to jest w porządku?'
  • ŻONA KLIENTA: 'Uspokój się Kaziu.'
  • KLIENT: 'B r u d n a ś c i e r k a proszę pana!'
  • KIEROWNIK SKLEPU: 'Od tego jest ścierka, żeby była brudna.'
  • KLIENT: 'Proszę pana, podstawowe zasady higieny…'
  • KIEROWNIK SKLEPU: 'Proszę pana, podstawowe zasady higieny są takie, że jak się wchodzi, to się puka. A pan wchodzi bez pukania, z brudną ścierką.'
  • KLIENT: 'Nie będę tu więcej kupował.'
  • ŻONA KLIENTA: 'Kaziu poczekaj chwilę. Panie kierowniku, panie kierowniku: on się na wszystkie sklepy obraża. Mieszkamy na Służewcu to aż do Żoliborza mamy wszystkie sklepy poobrażane. Pański sklep jest ostatni. To teraz chyba na Bielany będziemy…'
  • KLIENT: 'Do Bydgoszczy będę jeździł a tu nie będę kupował! Proszę, niech mnie pan umieści na tej swojej gablocie.'
  • KIEROWNIK SKLEPU: 'Przepraszam bardzo, ale to my decydujemy kto będzie wisiał na tej naszej gablocie.'
  • KLIENT: 'Taaak?!'
  • KIEROWNIK SKLEPU: 'Tak.'
  • KLIENT: 'A teraz?!'
  • KIEROWNIK SKLEPU: 'Panie Sławku, panie Sławku!...'

Ubiór był podstawową wizytówką każdej PEWEX’owej ekspedientki. Ładne, białe bluzki były dopełnieniem stylowych, eleganckich marynarek na poduszkach. Lekki makijaż i bardzo modne wtedy fryzury na „Izabelę Trojanowską” dopełniały całość. Znać ekspedientkę z PEWEXu było wielkim społecznym awansem. Towar przechwycony z pod lady, dojście do szerokiego wachlarza produktów przez tylne drzwi zaplecza uosabiało w społeczeństwie wielkie, niezużyte możliwości. Bo jak nie od dziś wiadomo – Polak potrafi.

Powstanie PEWEXu

W wyniku przekształcenia sklepów dewizowych banku PeKaO, powstała sieć sklepów i kiosków walutowych PEWEX! W Pewexie można było nabyć, za waluty wymienialne, towary luksusowe zarówno krajowe jak i importowane niedostępne nigdzie indziej. Tym samym powstaje miejsce realizacji marzeń wielu Polaków. Namiastka Zachodu zakumulowana na sklepowych półkach!

fot. retro.pewex.pl

1955

Uchwała KC PZPR o restrykcyjnych karach, za wszelki obrót dewizami przez obywateli, te przepisy ustanowione przez Polską Zjednoczoną Partie Robotniczą, podyktowane były polityką monetarną krajów socjalistycznych, narzuconych przez ZSRR.

1960

Styczeń - nakazem wydanym przez władze, waluty inne niż złoty, które ludzie przetrzymali jeszcze sprzed wojny, albo które przywieźli wracając z Zachodu skupował państwowy bank wydając specjalne bony zamiast dolarów.
Pojawił się nowy środek płatniczy, zwany „Polskim dolarem” - stosowany w okresie PRL, będący jednocześnie substytutem walut wymienialnych ważnym wyłącznie w wydzielonej sieci placówek handlowych (tzw. "sprzedaży towarów eksportu wewnętrznego). Służył przede wszystkim jako narzędzie ułatwiające przejmowania przez państwo deficytowych w okresie PRL walut wymienialnych a także stymulował obrót w państwowym systemie eksportu wewnętrznego.
„Polski dolar” emitowany był przez Banki PKO i wydawany jako namiastka walut osobom, które otrzymywały przekazy pieniężne z krajów tzw. II obszaru płatniczego, w skład, którego wchodziły USA i Europa Zachodnia. Obywatelom polskim pracującym na rzecz polskich firm za granicą, bądź otrzymującym przelewy z zagranicy (wypłaty, spadki, darowizny, renty,emerytury itp.) w miejsce należnych im walut wymienialnych (prawdziwych dolarów, franków czy funtów) wydawano ich ekwiwalent w bonach. Najmniejszym nominałem były bony wysokości 1 centa Amerykańskiego.

Bon towarowy PeKaO

Stosowany w okresie PRL środek płatniczy będący substytutem walut wymienialnych ważnym wyłącznie w wydzielonej sieci placówek handlowych (tzw. „sprzedaży towarów eksportu wewnętrznego”). Służył przede wszystkim jako narzędzie ułatwiające przejmowanie przez państwo deficytowych w okresie PRL walut wymienialnych, a także stymulował obrót w państwowym systemie eksportu wewnętrznego. Emitowany przez Bank Polska Kasa Opieki SA i wydawany jako namiastka walut osobom, które otrzymywały przekazy pieniężne z krajów tzw. II obszaru płatniczego (USA 0 Europa Zachodnia). Obywatelom polskim pracującym na rzecz polskich firm za granicą, bądź otrzymującym przelewy z zagranicy (wypłaty, spadki, darowizny, renty, emerytury itp.) w miejsce należnych im walut wymienialnych (prawdziwych dolarów, franków czy funtów)_ wydawano ich ekwiwalent w bonach.

fot. retro.pewex.pl

1971

I Zjazd PZPR, w dniach 6–11 grudnia. To gorący okres, okres rządów Edwarda Gierka, Pierwszego Sekretarza KC PZPR – ta dekada charakteryzowała się w pierwszej połowie dynamicznym rozwojem gospodarczym PRL aby w drugiej połowie zakończyć się wieloaspektowym kryzysem gospodarczym, który w efekcie doprowadził do upadku jego rządów oraz w dalszej perspektywie do upadku systemu socjalistycznego w Polsce. Na wciąż obowiązujący zakaz handlu walutami patrzono już ukradkiem, a w 1971 oficjalnie zalegalizowano handel samymi bonami.

1973

Rok narodzin koncepcji PEWEX'u. Decyzja zapadła 23 lutego 1973 r., wydało ją prezydium rządu, na czele którego stał Piotr Jaroszewicz. To właśnie wtedy, z przekształcenia sklepów dewizowych banku PKO powstało Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego „PEWEX”, później dołączyła do niego „Baltona”, w obu tych sieciach można było za „twardą walutę” bądź za bony kupić najbardziej poszukiwane, zarówno importowane towary, jaki i krajowe. Tworząc „PEWEX'y” komunistyczne władze z towarzyszem Edwardem Gierkiem na czele wpadły na pomysł prosty, skuteczny i nie wymagający wielu nakładów. Postanowiono iż sklepy skupią od obywateli waluty. Pomysł w sumie prosty i dzięki zarabianiu na marży opłacalny. Nie trzeba było też eksportować niektórych naszych towarów na Zachód. Wystarczyło je sprzedawać obok zagranicznych w Peweksie. Rozpoczęła się najlepsza era handlu wewnętrznego.

1976

Jest połowa lat 70-tych. Dzięki specjalnemu pozwoleniu Ministra Finansów koniunktura PEWEX'u szybko nabiera tempa, widać to przede wszystkim po dodatnich wskaźnikach z sektora eksportu wewnętrznego. PEWEX właśnie wtedy rozpoczął działanie w ramach tzw. systemu duty free – sprzedaż towarów nie była obciążona ani cłem, ani też obowiązującym w tym czasie podatkiem obrotowym, co oznaczało bardzo niski poziom cen w porównaniu z cenami istniejącymi w obszarze wolnorynkowym, należy jednak podkreślić iż nie z poziomem cen w kraju.
Dolar i bon dolarowy stał się bowiem wówczas drugą walutą PRL, szybko postępująca inflacja złotego była nieprzewidywalna w skutkach gospodarczych i utrudniała normalne rozliczenia. W latach sześćdziesiątych bony (i dolary na czarnym rynku) kupić można było za 70–80 zł, a w latach siedemdziesiątych - za 100–150 zł, na początku stanu wojennego- za ok. 400 zł, tuż przed obradami „Okrągłego Stołu”- za 7000–7500 zł, Wreszcie u progu końca socjalizmu Leszek Balcerowicz ustanowił kurs 1 dolar - 9500 zł (wszystkie ceny sprzed denominacji, tzn. kurs Balcerowicza to równowartość dzisiejszych 0,95 zł).

1979

To właśnie wtedy powszechne były gazetowe anonse typu "bony kupię" albo "bony sprzedam" często umieszczane przez handlarzy walutą. Ogłoszenia "z powodu wyjazdu bony kupię" - teoretycznie zupełnie bez sensu, bo poza PRL bony były bezwartościowe – eufemistycznie sygnalizowały gotowość kupna dewiz.

„Bony, dolary marki – czincz many… czincz many...”

Cinkciarze przed NBP przy warszawskim placu Powstańców.
Zjawisko nielegalnego handlu walutami pojawiło się w Polsce podczas okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej. Po wojnie nielegalny handel walutami istniał nadal, z uwagi na dewizowy monopol poaństwa i dużą rozbieżność między oficjalnym, arbitralnie ustalanym kursem walut w gospodarce centralnie planowanej, a wyższym kursem czarnorynkowym. W początkowym okresie chaosu gospodarczego po wojnie nawet państwo skupowało waluty na czarnym rynku, lecz od 1947 handel nimi zaczął być surowo ścigany, jako element tzw. bitwy o handel. Jesienią 1950 posiadanie walut i kruszców zostało zakazane, a za handel mogła grozić kara śmierci. Liberalizacja ścigania nastąpiła po upadku stalinizmu w 1956.
Najwięcej cinkciarzy można było spotkać pod sklepami sieci „Pewex” i „Baltona”, gdzie towar kupić można było wyłącznie za walutę obcą lub bony, a także hotelami, bankami, lotniskami i na giełdach samochodowych. Źródło: wikipedia.org

fot. retro.pewex.pl

1982

Lata 80-te były dynamiczne, i obfitowały w historyczne wydarzenia gospodarczo-ustrojowe. Oprócz strajków robotników, zalegalizowania i dynamicznego rozwój niezależnego od władz reżimu PRL związku zawodowego Solidarność, który przekształcił się w ruch społeczny. Wprowadzenie stanu wojennego, pierwsze wolne wybory, czy wcześniej wspomniane obrady okrągłego stołu były jednak niczym w porównaniu do tego iż Polacy chcieli postępu. Nastąpiło rozpowszechnienie się domowych konsol do gier, boom muzyki rockowej w Polsce, pierwsze loty kosmiczne, powstała technologia CD, powstał pierwszy telefon komórkowy a wszyscy marzyli o walkmanie.

1983

PEWEX stał się również bronią w walce propagandowej schyłku komunizmu w Polsce. Ówczesne media donosiły o spektakularnych osiągnięciach sieci. Nie bez znaczenia były świetne wyniki finansowe firmy, w 1983 r. Pewex miał przychody rzędu 250 mln dolarów. Aż jedną trzecią tej kwoty przekazał państwu. Gazety informowały hucznie, że za dolary z Peweksu kupiono „4,5 tys. ton ziarna kakaowego, dzięki czemu dzieci jadły czekoladę i cukierki” oraz rozwiązano „znany problem gumki bieliźnianej”.

1984

Tygodnik „Polityka” wychwalał że dzięki PEWEX'owi w Boże Narodzenie 1984 roku, można było na świątecznym stole zobaczyć karpie i informował, że „jeden Pewex daje gospodarce znacznie większe wpływy niż cały zagraniczny ruch turystyczny z krajów kapitalistycznych”. Mit wokół PEWEX'u nabierał na sile i był prawdą. W latach 80-tych krążył dowcip: przychodzi milicjant do sklepu Peweksu, przeskakuje przez ladę i prosi ekspedientkę o azyl. PEWEX był synonimem lepszego świata, w Polsce był marką porównywalną prestiżem z firmą „Rolls-Royce”.

1985

W połowie lat osiemdziesiątych dyrektorem PEWEX'u zostaje słynny oficer wywiadu PRL - Marian Zacharski. Początkowo wielu sądzi że będzie to „jałowy wybór”. Zacharski stawia jednak na rozwój przedsiębiorstwa, lata na rozmowy z kontrahentami japońskimi o nowym asortymencie – to Dzięki niemu pojawiły się w PEWEX'ach legendarne magnetowidy VHS firmy Sanyo. Sprawdza sklepy osobiście by ocenić jakość obsługi, czego klienci poszukują i jak wyglądają placówki. W PEWEX'ie sprzedawano zarówno towary zagraniczne jak i krajowe takie jak: odzież (m.in. dżinsy – słynnych marek Lee lub Levis), tkaniny, firanki, włóczki, artykuły spożywcze (od słodyczy i kawy, poprzez colę, a na trwale zakonserwowanych wyrobach mięsnych kończąc), alkohole, kosmetyki, zabawki (w tym kultowe klocki LEGO i samochody Matchbox), sprzęt sportowy, artykuły RTV i gospodarstwa domowego, mikrokomputery, artykuły motoryzacyjne (oleje silnikowe, opony), materiały budowlane, elektronarzędzia czy samochody m.in. Toyota i Daihatsu. Oferowane towary krajowe zazwyczaj były zdecydowanie wyższej jakości, niż te przeznaczane do otwartej sprzedaży i w zasadzie nie były dostępne dla szarych mas obywateli. Wystawa sklepowa PEWEX'u była jak obraz słynnego malarza, który można było podziwiać godzinami.

1988

W woj. katowickim powstała sieć sklepów Carbon działająca na identycznych zasadach co Pewex i oferująca zbliżony asortyment. Sklepy dewizowe działające na podobnych zasadach jak sklepy PEWEX'u działały we wszystkich państwach tzw. obozu socjalistycznego, na przykład w Czechosłowacji nazywały się "Tuzex", w ZSRR "Bieriozka", w NRD "Intershop" czy w Bułgarii jako "Corecom".

Pewex - raj PRL-u

Niepowtarzalny zapach luksusu, miejsce marzeń i powiew zachodu

fot. retro.pewex.pl

1990

Do tego czasu ceny w PEWEX'ie ustalane były w oparciu o dolara amerykańskiego. Kasy przyjmowały wszystkie waluty wymienialne oraz bony towarowe PeKaO, natomiast do 1990 roku nie akceptowano polskich złotych. W roku 1990, od momentu wprowadzenia swojej wymienialności, złoty trafił na listę akceptowanych walut.

1991

od 1 stycznia złoty stał się jedynym środkiem płatniczym w sklepach z żółtą literą P w logo. Do samego końca sklepy PEWEX'u obrastały swoistą subkulturą tzw. cinkciarzy (od ang. change money) oferujących nielegalną sprzedaż lub kupno walut zachodnich bonów dewizowych po kursie czarnorynkowym. Sklepy walutowe niestety pogrążone zostały przez Leszka Balcerowicza, utraciły rację bytu w momencie cofnięcia im specjalnego zezwolenia Ministra Finansów, wprowadzenia ceł i podatków na oferowane dobra. Nie były w stanie dostosować się do działania w warunkach nowej konkurencji i zakończyły swój żywot.

1993

Złożono pierwszy wniosek o ogłoszenie upadłości przedsiębiorstwa. Ten i kolejne wnioski zostały jednak oddalone.

1995

W tym roku zadłużenie firmy sięgnęło 183 mln zł.

1996

Miała wtedy miejsce ugoda bankowa. Firma została przekształcona w spółkę, a część wierzytelności zamieniono na akcje. Głównym akcjonariuszem PEWEX'u została francuska firma Concorde Investissement. Od 2003 roku firma nie istnieje.

Katalog Peweksu sezon 1987/88

Spis treści i prawdziwe rarytasy w środku.

fot. retro.pewex.pl